1/17/2014

Najgorszy dzien w zyciu...

Tytuł mówi sam za siebie. Wczoraj, czwartek, miałam prawdopodobnie najgorszy dzień w
życiu. Starałam sobie przypomnieć czy miałam gorzej, było podobnie, ale zazwyczaj dzień był, no po prostu zjebany, przez jedną rzecz, a nie serię.
Zaczęło się niepozornie, a raczej po prostu od złego humoru. W sumie zawsze jak jestem wyspana to mam zły humor w szkole, powinno być na odwrót, nie rozumiem po prostu. Zepsuł się w szkole, po pierwszej lekcji? Nie wiem, po prostu, mogłabym kląć na czym świat stoi z durnej przyczyny. Na piątej lekcji wyparował mi szalik, po prostu, wyparował, nie da się tego inaczej wytłumaczyć, w trakcie lekcji zniknął, a wchodząc do sali byłam pewna, że go jeszcze, kurna, mam. No nic, zdarza się, nie ważne. Zimno, brak szalika, przeżyję.
Musiałam jechać szybko do miasta (szkoła do której chodzę jest dalej od centrum o jakieś 12km, Jelenia Góra jest dosyć długa, a ja sama mieszkam na jej obrzeżach, koło mojej szkoły), pożyczyłam kasę od kolegi na autobus, właściwie od dwóch. Najpierw paszport, poszło gładko. Zajechaliśmy do sklepu, przy wysiadaniu zdałam sobie sprawę, że uwaliłam sobie jasne spodnie, prawie że białe, błotem z samochodu. Jestem ciekawa czy to zejdzie. Potem okulista. Oprawki mi pękły, chcieliśmy zareklamować, nazwa oprawek się na nich starła, a mama nie miała karteczki z zakupu, dobra, trudno, wpadnie się innym razem. U okulistki załatwiłam soczewki, musiałam mieć badania, dzięki czemu dostanę soczewkę z cylindrem (na prawe oko, abym widziała prosto, mam astygmatyzm) i będę widzieć normalnie. Jak się zapewne można łatwo domyśleć miałam humor coraz gorszy, nie zapowiadało się żeby było lepiej. Chociaż na obiad poszliśmy do Pizzy Hut, nie obyło się bez, oczywiście, niezbędnych narzekań mojego taty. Potem po laptop brata do sklepu i wreszcie do domu. Na poprawę humoru kupiłam sobie czekoladę Oreo, efekt był tymczasowy. Nie chciało mi się żyć. Pół roku nie miałam takich myśli. 

Dlatego się boję. 
Strach mnie paraliżuje, nie chcę do tego wracać.

Strata przyjaciółki, już raz tego doświadczyłam, takie osoby nawet nie zdają sobie sprawy ile dla mnie znaczą, kiedy ja dla nich jestem tylko wtedy gdy mają problem. Mam teraz jedną przyjaciółkę, ale to nie pociągnie długo.
"-To, co znane, przestaje być koszmarem.To, z czym umie się walczyć, nie jest już tak groźne."
Wiecie jakie to jest uczucie, kiedy to TY, zawsze na TOBIE się wszystko opiera i wszyscy czekają na TWÓJ ruch? Chujowe. Ale w pewnym momencie człowiek pęka i mówi sobie, nie, koniec, nie pozwolę sobie. Zaczyna się do cholery szanować. I przestaje się odzywać do drugiej osoby, a co jest w tym wszystkim najlepsze? Półtora dnia nie odzywania się, a ona nawet nie zauważyła, więc, gratuluję jak to czytasz. Ja się nie obrażam o byle gówna, powinnaś o tym wiedzieć. Nie chcę tutaj wypisywać o co chodzi, ale domyśl się, nie jesteś głupia, może jednak sobie przypomnisz co takiego robisz źle? Byłoby fajnie, wiesz. Bo ja nie jestem tylko wtedy, gdy Tobie jest źle.

I w sumie dlatego ten tydzień, miejmy nadzieję że był, taki zły. W poniedziałek sprawdzian z matmy, więc będzie jeszcze gorzej. Od jutra będę zatapiać się we właściwościach funkcji, miejscu zerowym, monotoniczności, dowodzeniu... Ach, matematyko.

Od samego wyrzucania tego wszystkiego z siebie humor mi się poprawił, mam nadzieję, że wam się nie zepsuje od czytania tych głupot. Brakuje w tym poście moich cudnych rozkmin, przez ten tydzień pod tym względem mam pustkę w głowie. Albo...

Może coś o przyjaźni? Tak do tematu? Mhm, wybaczcie, ale nie chce mi się. Teraz mam na to zwyczajnie negatywne spojrzenie, więc i rozkmina byłaby jednostronna, a tego nie lubię.

~Dziękuję za uwagę, 
miłego czytania życzę, zapraszam do komentowania i pozdrawiam.

13 komentarzy:

  1. dziękuję bardzo za obszerny komentarz! :) ja się zastanawiam, jak można chcieć tak żyć, ale cóż - tacy ludzie też są potrzebni.

    szkoda czasu na taką przyjaźń.. to nie jest jednostronna instytucja. nie może polegać na zaangażowaniu tylko jednej osoby... może z nią szczerze pogadaj? inaczej to chyba nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, bardzo podoba mi się szablon, grafika, nagłówek :)
      a nie podoba mi się weryfikacja obrazkowa.

      Usuń
    2. Bardzo mnie temat zaciekawił i w sumie często o tym myślę więc chciałam się podzielić swoją opinią : )

      Dzisiaj z nią szczerze pogadałam, cóż, dowiedziałam się, że ja także mam wiele do zarzucenia, ale przeprosiłam. W przeciwieństwie do niej, a nie chcę tego kończyć, przywiązałam się do niej. Z moją lekką aspołecznością takie zostawienie mnie nagle samej sobie niedobrze się na mnie odbije, ale jakoś bardzo źle ze mną nie jest. Mam nadzieję, że ta przyjaźń przetrwa, bo tragicznie nie jest.

      dziękuję! ach, zapomniałam, więc jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
    3. trzymam kciuki za przyjaźń, ona miała CI coś do zarzucenia - popracuj nad tym, jeśli przyjaciółka też się troszkę wysili, to widzę jasną przyszłość dla Waszej znajomości ;)

      Usuń
  2. Aj, widzę, gorszy dzień. Nie ma się co łamac. Bywa lepiej, bywa gorzej. To ta aura. Grunt to się nie dac. Włączyc dobrą muzykę, podłączyc tablet i nie myślec choc na chwilę. Świat nie zając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, tablet, muszę do tego częściej uciekać, może zacznę wreszcie coś wstawiać na dA. W sumie lepiej już jest, humor wrócił i ochota na rysowanie.

      Usuń
  3. Babska przyjaźń jest trudna, ale na szczęście ma to do siebie, że równie często jak się klócimy to i ... się godzimy :)

    Pozdrawiam, naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tak, faktycznie :) Z facetami w sumie w przyjaźni jest łatwiej, mniej kłótni, bo i nie mają czasem takich problemów jak baby, tylko jest te dziwne spojrzenie części społeczeństwa na to, że miłość damsko-męska nie istnieje.

      Usuń
  4. słabo troche, ale będzie wszytsko dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tydzień rozpoczął się dobrze, mam nadzieję, że tak pozostanie.

      Usuń
  5. W takiej sytuacji trzeba mieć wyjebane, a będzie Ci dane :) Amen.

    OdpowiedzUsuń